czwartek, 14 kwietnia 2016

Epilog

Hermiona
Nie wiedziałam, co to miało znaczyć.  Pocałował mnie tak lekko jakby bał się mojej reakcji. Cały czas czułam smak jego ust. Jedyną osobą, która mogła mi to wytłumaczyć był Daniel. Wykrzyczałam głośno jego imię. Nie minęło pół minuty, a on już stał w moich drzwiach.

- Co jest mała?  - Spytał i usiadł koło mnie. – Masz. Leżała pod drzwiami. – Podał mi karteczkę. Otworzyłam ją.  „ zobaczysz przyjdzie taki dzień, przyjrzę się Waszemu szczęściu, odnajdziesz może w nim jakąś cząstkę mnie. J.” 
- Johann.- powiedziałam. Wystawił głowę za drzwi i pojawił się Phillip z żelkami.
- Co to niedorozwinięte małe dziecko zrobiło? – Zapytał brunet.
- On mnie pocałował. – Wydusiłam, otwierając paczkę słodyczy. Skoczkowie spojrzeli po sobie i powiedzieli:
- No w końcu.
Zupełnie nie rozumiałam o co im chodzi.
- Zakochał się – Sprostował blondyn. Poczułam motylki w brzuchu.
No jasne. Teraz wszystko składało się w całość. Jak szliśmy do sklepu dziennikarze spytali o mnie, a chłopacy od razu zmienili temat. Johann nie chciał o tym rozmawiać.
- A ty?  - Zapytał znowu Phi, a ja spojrzałam na niego pytająco. – Czujesz coś do Niego?
Nie wiedziałam co odpowiedzieć, więc siedziałam cicho.
- Hermiona. – Odpowiedziała mu cisza. -Ejj.
- Daniel! Daniel!  Złaź ze mnie!  - Nie mogłam mówić przez śmiech. Próbowałam go odetchnąć, ale był za silny. Phillip turlał się po podłodze i zrobił nam zdjęcie.
- Kiedyś mi się przyda – zanosi się śmiechem.
*3 lata później *
Ubrałam białą suknię i szpilki.
- Gotowa?  - Spytała Ginny, która była moją świadkową.  Spojrzałam na pierścionek. W tym momencie przyszła wiadomość.
Przyjaciółka podaje mi telefon.
Otwieram SMSa.
Widzisz, przyszedł ten dzień, przyglądam się Waszemu szczęściu, znalazłaś chyba w nim jakąś cząstkę mnie. Johann „ 
- Proszę, zawołaj Draco.
Posłusznie wyszła i już po chwili słyszałam pukanie do drzwi.   Łzy zaczęły lecieć mi z oczu.
- Draco, przepraszam ja
- Nie możesz, dalej go kochasz, rozumiem.
- Dziękuję, jesteś najlepszym przyjacielem. – Przytulił mnie.
- Teleportuj się do niego.
Wykonałam polecenie.
-Norwegia, 17. 10. 2019r.

- Hermiona?  Co ty tutaj robisz?  Przecież właśnie masz ślub.
- Nie mam. Kocham cię Johann.
* Planica,  13. 03. 2020 r.
Na całej skoczni zapadła cisza. Na górze został tylko Forfang. Leciał poza 250 metr. Ustał.  Wygrał. Momentalnie podbiegł do niego Danny. Podał mu pudełko. Podbiegł do mnie i klęknął.
- Hermiono Jane Granger czy zgodzisz się zostać panią Forfang.
- Tak – odpowiedziałam, a on mnie przytulił.
Powiedzieliśmy niemal równocześnie: kocham cię.


Byłem zazdrosny o noce 
Których nie spędzam przy tobie
Zastanawiałem się, obok kogo leżysz 
Och, byłem zazdrosny o noce 
Byłem zazdrosny o miłość 
Miłość, która była tutaj
Odeszła, by być dzieloną z kimś innym
Och, byłem zazdrosny o miłość

A więc to już koniec.
Dziękuję wszystkim, którzy czytali i komentowali.  Nie chcę wymieniać, bo wiem, że o kimś zapomnę.
Chciałabym, żeby każda osoba, która przeczyta zostawiła po sobie ślad.
Dziękuję za to, że byliście, ale to jeszcze nie koniec.
Zapraszam na bloga DO TRZECH RAZY SZTUKA

niedziela, 27 marca 2016

Nutka optymizmu

Przybywam. Nie jest to jednak rozdział, a post o nowym blogu. Bardzo nietypowym. 
Mam nadzieję, że ktoś wpadnie i zostanie.

środa, 24 lutego 2016

Rozdział 14. Sznurówki mnie wyprzedzają.

Rozdział pisany przy Love Yourself

Hermiona

- Johann!  - Daniel darł się w niebogłosy.
- Czego znowu.- warknął Forfang.
- Sznurówki mnie wyprzedzają. – Młodszy z Norwegów tylko westchnął.
- Jeszcze tylko odkryj, że nazywasz się Daniel Andre Tande, a będziesz mógł śmiało powiedzieć,  że jesteś jak Einstein!- odkrzyknął.  – Szopę na głowie już masz. – Dodał.
- Słyszałem. -  Tande chrząknął.
- Miałeś słyszeć. – Skończył krótko Johann.
Siedziałam z Ginny na kanapie w salonie. Brakowało mi jej towarzystwa. Komu nie brakuje najlepszego przyjaciela? Nawet te snopy siana, u których aktualnie przebywamy nie wytrzymają bez siebie chociażby minuty. Tłumaczyłam jej właśnie na czym polega moje praca. Miała mi pomagać. Byłam jednak w szoku jak szybko odnalazła się w tym świecie. Wiedziała już na czym dokładnie polegają skoki, dogadywała się z trenerem, który wie o wszystkim.
Przeniosłyśmy się do kuchni. Trzeba było się przygotować na przyjście chłopaków z kadry. Te trzy małpiszony pojechały do sklepu więc mogliśmy w spokoju robić sałatkę. Im do szczęścia potrzebne jest tylko jedzenie i skoki.
Gotową potrawę wstawiłyśmy do lodówki. Zostały nam ponad dwie godziny. Ginny poszła się zdrzemnąć, a ja włączyłam laptopa. Wyszukałam film „ Za jakie grzechy, dobry Boże? „. Opowiadał o czterech siostrach, które pochodzą z katolickiej rodziny. Pierwsza z nich wyszła za Chińczyka, druga za Żyda, trzecia za Araba, a czwarta za ciemnoskórego katolika. Śmiałam się cały film. Brzuch bolał mnie tak bardzo, że nie mogłam nawet złapać powietrza.  Przez drzwi wejściowe wparowała święta trójca.
- Łihaaaa koniku. – Krzyczał Daniel, którego Phillip trzymał na barana. Tandetny klepał bruneta jak konia na znak, że ma szybciej jechać.
- Będę pamiętała, żeby kupić ci żyrafę - Rzuciłam w jego stronę. - Będziesz mógł na niej jeździć, tulić ją i pożyczać od niej mózg. Jeśli się zgodzi oczywiście.  No wiesz, takie inteligentne zwierzęta mogą bać się, że ich mózg może wyparować. Tak samo jak twój. - Wstałam z kanapy i wyszłam pomóc nosić zakupy.
Po piętnastu minutach zaczęli się schodzić wszyscy kadrowicze.
- Hildeee - Pisnął Sjøen. -Widzę, że zapasy zrobione. - Wskazał na chipsy przeniesione przez długowłosego.
- Sjøen, jak się rodziłeś, to zapomniałeś wziąść mózg z półki, czy ci ukradli? - Spojrzał się na niego z politowaniem. - Podniecasz się tymi chrupkami jak mrówka okresem. - Palnął, a wszyscy oprócz biednego Phillipa wybuchnęli śmiechem. Naprawdę nie miałam pojęcia skąd oni brali te teksty. Czasami ich riposty były śmieszniejsze niż Hauer tańczący  z manekinem stojącym w sali w Planicy. Zawsze jak oglądałam ten film nie mogłam powstrzymać śmiechu.
Ginewra zrozumiała poczucie humoru tego stada, więc nie brała ich za kompletne bezmózgie strachy na kobiety, którymi byli. Od czasu do czasu nawet rzuciła riposty, na które nie mieli odpowiedzi.
Wczoraj Phillip jadł tyle, że powiedziała:
- Nie wchodź na wagę, bo wyświetli się ostatni odcinek mody na sukces.
Od razu odłożył wszystko na swoje miejsce i wyszedł pobiegać.
Skoczkowie grali w Fifę, a my siedziałyśmy u mnie zajadając się żelkami z Polski.
- Wiesz dlaczego Harry’ego nie ma w Hogwarcie?  - Zapytała nagle.
- Nie, myślałam, że już wrócił. – Odpowiedziałam bez namysłu.
- Musiał wyjechać do Polski. Ona wróciła. – O kim ona mówiła?!  Jaka ona?  Patrzyłam na nią niezrozumiałym wzrokiem. – Bellatrix. – Spojrzała na mnie porozumiewawczo. Wszyscy wiedzieliśmy, że ten koszmar powróci. Śmierciożercy chcieli zawładnąć magicznym światem.
- Co ile szlabanów zdążyliście nazbierać?  - Spytałam, żeby chociaż trochę rozluźnić atmosferę.
- A wiesz, że zero?  Draco nawet opracował wasz szlaban u Lupina.
- Draco?  - Byłam niemało zdziwiona.
- Tak, Draco. Do ciebie już też trzeba powtarzać wszystko milion razy?  Za dużo z nimi przebywasz. – Zaśmiała się lekko. – Będę już szła do siebie. Kiedyś trzeba się wyspać. Dobranoc.- Podniosła się z łóżka i wyszła.
Przebrałam się w piżamę, włosy związałam w luźnego warkocza i dosłownie klapnęłam na łóżko. Zamknęłam oczy i myślałam o żółtych i niebieskich migdałach. Materac obok mnie ugiął się pod ciężarem ludzkiego ciała. Ktoś zaczął bawić się moimi włosami. Byłem świecie przekonana,  że to Ginny, dlatego bez patrzenia wtuliłam się w nią. Poczułam dobrze znane mi perfumy.  Łzy zaczęły mi płynąć po policzkach.
- Co jest?  - Spytał dobrze mi znany głos.
- Po prostu boję się o Harry’ego. – Wyznałam chyba zgodnie z prawdą.
- Nie masz o co się bać. – Pogładził ręką moje plecy. Zaciągnęłam się jego perfumami. Wyślizgnęłam się z jego uścisku i poszłam do Ginn.
- Oddawaj może żelki złodzieju – Powiedziałam na wejściu i się zaśmiałam.
- Masz – rzuciła paczką Haribo. – I się wynoś. Spać chcę.  – Zamknęłam drzwi i wróciłam do pokoju.
- Idę do chłopaków. Znając ich to mogę czasami nie dać rady zejść po schodach.
Przytulił mnie i szepnął:
- Przepraszam, muszę.
Draco
Dwa tygodnie  temu  dowiedzieliśmy się o planach Bellatrix i mojego ojca.
Ginny i Hermiona musiały wyjechać do Norwegii, a ten cały Johann przyjął jw do swojego domu. Nie podobało mi się to, ale teraz ważniejsze było życie dziewczyn.
Nie wiem czemu, ale prawie oszalałem widząc Hermionę przytuloną do tego niby skoczka.
Siedzieliśmy właśnie w pokoju wspólnym. Z korytarza zaczęły dobierać krzyki. Po chwili pojawił się Slughorln.
- Atak śmierciożerców. – Powiedział do nas dwóch. – Trzeba gdzieś schować pierwsze trzy roczniki. – Powiedział szybko.
Bez zastanowienia krzyknąłem:
- Pierwsze trzy roczniki za mną! Blaise zacznij rzucać zaklęcia, a niech Pan, Panie profesorze przeprowadzi uczniów z pozostałych domu.
Od razu zaczęli wykonywać moje polecenia. Wprowadziłem ich do naszej tajnej komnaty.
Kanałem im poczekać, aż po nich przyjdziemy. Pomogłem mojemu przyjacielowi w zabezpieczeniu młodszych uczniów szkoły. Wpuściliśmy jeszcze Pansy, Astorię i Daphne, żeby ich pilnowały.
Wyszliśmy na korytarz i od razu przemknął mi przed twarzą zielony promień.
- Drętwota! – krzyknąłem w stronę śmierciożercy. – Trzeba bardziej uważać. Usłyszałem trzask teleportacji.
- Draco, zaprowadź ich do schronienia. Jesteśmy z autorami w pokoju życzeń.- Szepnął.

Hermiona
Lekko popchnął mnie na ścianę


 i pocałował.

- Dobranoc. – Powiedział i wyszedł.
- Johann!  - Chciałam do zatrzymać, ale już poszedł na dół. Nie wiedziałam, co to miało znaczyć.

___
Znowu opóźnienie.
Jestem z niego w miarę zadowolona, ale ocenę pozostawiam wam.


poniedziałek, 15 lutego 2016

Rozdział 13. Z jej strony. Nie z mojej.

Rozdział dedykuję Darii, która motywowała mnie do pisania,Johannie Malfoy, u której muszę nadrobić sporo zaległości, Zuzie, u której również mam koszmarne zaległości ( co nie znaczy, że nie pamiętam o śmierci Michaela. Jeszcze się policzymy.), Lilyz, która pisze dalej, little luck, która zawsze mnie rozśmieszy tymi owocami i Baranami - dzięki niej jakoś dawałam radę to napisać oraz Karolinie, dzięki której powstał ten rozdział. 

Hermiona
Obudziłam się. Policzki miałam mokre od łez. Próbowałam unormować oddech.
- Spokojnie. To był tylko sen. – Mówiłam sama do siebie. Przetarłam oczy i postanowiłam iść się przewietrzyć. Miałam idealnie wyczucie czasu. Była 4 w nocy. Wzięłam kurtkę i wyszłam na dwór. W ogrodzie wisiał hamak. Położyłam się na nim i zastanawiam dlaczego to mi się przyśniło.
-  Eee!  Śpiąca królewna! - Krzyknął Johann siedzący na barierce balkonu. – Chodź tu do mnie. – Kiwnął ręką.
-Czyli ja Romeo, a ty Julia?  - Zapytałam i cicho się zaśmiałam. Norweg tylko prychnął. Zaskoczył z barierki i podbiegł do mnie.
- Płakałaś.  – Bardziej stwierdził niż zapytał. – Dlaczego?
- Ty też. – Zauważyłam, że jego oczy są czerwone. – Chodź. – Usiadłam na hamaku, a on obok mnie. Przykrył nas kocem, który o dziwo miał ze sobą.
- Dlaczego?  - Ponowił próbę wyciągnięcia ze mnie czegokolwiek na ten temat.
- Przez sen. Śniło mi się, że jesteś chory na coś, co wymaga operacji. Szansa, że się wyleczysz była jedna na milion.  – Przełknęłam głośno ślinę. Spojrzał na mnie niespokojnym wzrokiem.- Potem po prostu skoczyłeś z balkonu i się zabiłeś. – Pogładził mnie po ramieniu. Po jego policzku spłynęła łza.
- Co jest?
- Czyli to jednak prawda. On miała rację. – Zaczął mamrotać pod nosem.
- Johann o czym ty do cholery mówisz?!
Wziął głęboki wdech. Wiedziałam, że czeka nas długa rozmowa. Pomimo bardzo późnej godziny na dworze było przyjemne powietrze.
- To co widziałaś w śnie po części się spełniło. Jestem chory. – Chciałam coś powiedzieć, ale położył mi palec na ustach na znak, żebym nie przerywała. – McGonagall mówiła mi o tym.
Skąd on ją znał?!  Przecież nie mógł z nią tak normalnie rozmawiać. Co prawda opowiadałam o niej, ale nic więcej.
- Skąd ty ją znasz?  - Nie wytrzymałam. Musiałam mu przerwać. Wiedziałam, że najważniejsza była jego choroba. Nie wiem co mną kierowało.
- To może zacznę od początku. Kiedyś byłem czarodziejem. Wyrzekłem się jednak mocy. Z nią nie mógłbym skakać. – To co mówił kompletnie mnie zszokowało. – McGonagall powiedziała mi niedawno, że możesz mieć dar przewidywania nie tylko przyszłości, ale też widzenia przeszłości i teraźniejszości. Miałem Cię pilnować. Gdyby trafiła Ci się wizja miałem ją od razu informować i na następny dzień teleportować się z tobą do Hogwartu. – Ta wiadomość mną wstrząsnęła. Nie wiedziałam co powiedzieć. Johann objął mnie ramieniem i zamknął w szczelnym uścisku.
- O co chodzi z tą chorobą?
- Byłem na badaniach. Okazało się, że mam silnie przesiloną prawą nogę, zerwane więzadła przy kolanie i uraz wewnętrzny uda. Konieczna będzie operacja. Dlatego tak mało skaczę i nie chcę mieć kontaktu z mediami. Oddaję po dwa skoki tygodniowo, żeby nikt się nie dowiedział. W tym tygodniu mam zakończyć udziały w treningach. Szanse na to,  że będę mógł skakać i chodzić są naprawdę niewielkie.- Mówił to z ogromnym smutkiem w głosie. Dlatego chodził taki przybity. W Polsce treningi ograniczał do minimum.
Zapłakałam mu już całą bluzę. Nie przeszkadzało mu to. Siedzieliśmy w ciszy. Nie była ona niezręczna. Wręcz przeciwnie. Potrzebowaliśmy chwili spokoju.
Na niebie pojawiła się zorza. Pierwszy raz w życiu miałam okazję obserwować takie zjawisko. Czarna otchłań mieniła się rozmaitymi barwami. Wyglądało to przepięknie. To były uroki Norwegii. Zorze polarne, piękne góry oraz fiordy.
Rano obudziłam się w swoim łóżku. Film urwał mi się przy zorzy polarnej. Nie miałam pojęcia jak znalazłam się w domu. Na stoliku leżała karteczka.
„ Jestem u trenera. Muszę załatwić kilka spraw. Biorę urlop. Będę za ok. 10 min. J.”
Od razu rozpoznałam to pismo. Chciałam spakować walizkę, ale nawet nie było nic do pakowania. Tylko umyłam się, zmieniłam ubrania na czyste i uczesałam. Wyjęłam trzy paczki słodyczy i wyszłam z pokoju. Najpierw sprawdziłam czy chłopaki są w domu. Mieli trening także nie było z nimi większego problemu. Weszłam do pokoju każdego z nich i do kasków na sezon zimowy włożyłem po paczuszcze przywiezionej z Polski. Potem zrobiłam sobie tosty i zaczęłam oglądać telewizję. Puszczali akurat magazyn podsumowujący poprzedni sezon.
Do domu wszedł Forfang.
- Jestem. – Podszedł do mnie i zabrał tosta.
- Ejj. – Powiedziałam niby obrażona.  Tak naprawdę myślałam tylko o tym, co dokładnie jest Johannowi. Bałam się o niego. Byłam w innym świecie. Od wczoraj nie zwróciłam uwagi na pozostałych. Daniel jakby się uspokoił. Nie docinał już Phillipowi na każdym kroku. Zmienili się w ciągu tych trzech dni. Może był to tylko szok po otrzymanej wiadomości. Miałam przeprowadzać wywiady, a stałam się osobistym psychologiem każdego skoczka. Nie było to coś tragicznego, ale pokazywało to, że potrzebowali psychologa. Musiałam o tym porozmawiać z trenerem.
Przeteleportowałam nas do Hogwartu.  Dotarliśmy do masywnych drzwi.
- Słodkie gołąbki. – Wypowiedziałam hasło, a posąg niechętnie ustąpił.
- Dzień dobry pani profesor. – Powiedział Johann.
- Witam Pana, panie Forfangu. Dzień dobry panno Granger. Usiądźcie. – Wskazała na dwa dębowe krzesła. Wykonaliśmy polecenie.
- Hermiono, wiem, że jesteś mądrą dziewczyną i mam nadzieję, że to zrozumiesz i nie będziesz się sprzeciwiać. – Mówiła ze swoim kamiennym wyrazem twarzy. – Masz dar widzenia przeszłości, teraźniejszości i przewidywania przyszłości. Lucjusz Malfoy prawdopodobnie będzie chciał cię porwać dlatego jesteśmy zdania, że powinnaś wyjechać. – Mówiła ze stoickim spokojem. Ja natomiast ze słowa na słowo  denerwowałam się coraz bardziej. Wszystko składało się w jedną całość. Harry wyjechał nie wiadomo gdzie. Mój sen. Nie zgadzało się tylko jedno. Lucjusz Malfoy przecież nie żył.
- Hermiono,  Hermiono słyszysz?  - Z zamyślenia wyrwał mnie głos Johanna.
- Tak, słyszę. Przepraszam zamyśliłam się.
- Tak jak mówiłam musisz uważać.
- Na co?  - Spytałam dyskretnie Norwega.
- Nie wszystko co widzisz w wizjach i snach jest prawdą. – Odpowiedział równie dyskretnie.
-  Ginny pojedzie z wami. Jest już o wszystkim poinformowana. Zaraz się tu zjawi.
Rozmawialiśmy jeszcze o mniej ważnych rzeczach. Opowiadaliśmy jak wygląda życie skoczka. Po godzinie wyszliśmy.
- Jesteście uroczy. – Za nami stał Blaise z Ginny.
- To tylko przyjaźń – zapewniłam.
- Z jej strony. Nie z mojej. – odezwał się Johann. Spojrzałam na niego jak na idiotę, a Blaise tylko śmiał się pod nosem. *

______
* rozmowa z " Gwiazd naszych wina"
To na górze to jakiś niewypał.
Nie mam pojęcia co się stało. Nie dość, że jest krótki to jeszcze nie ma większego sensu. Nawaliłam. U was na blogach nie ma mnie od 3 tygodni. Mam ferie, więc postaram się nadrobić zaległości. 
Możecie mnie zabić za to na górze.  Dziękuję za ponad 740 wyświetleń pod ostatnim rozdziałem. Napradę nie spodziewałam się, że aż tyle osób to czyta. Jesteście wspaniali. Dziękuję. 
Proszę jeszcze o komentarz każdej osoby, która to przeczyta. 

wtorek, 2 lutego 2016

Rozdział 12. Chciał zaoszczędzić Ci bólu.

Proszę o głosy w sondzie.
Hermiona
- Johann!  - Wydał się ktoś z wnętrza pokoju – Widziałeś moją kurtkę -  myślałam, że wyjdę z siebie, stanę obok i pójdę walnąć tej osobie.
- Daniel,  a czy ty widziałeś swój mózg? – Odpowiedział ciszej ten drugi.
- I niby przyjaciel – znając życie  udawał oburzonego. Johann tylko prychnął śmiechem.
- Daniel! Ja tu próbuje spać!  - Krzyknęłam. Sięgnęłam po poduszkę Johanna i przykryłam nią głowę. Pachniała jego perfumami. Zawsze lubiłam ich zapach.
*dwa dni później*
- Wszystko masz?  - Pytał po raz piąty, wkurzający mnie już Forfang.
- Johann panikujesz gorzej niż baba. – Odpowiedziałam lekko zdenerwowana.
- To schodzimy. – Wziął moje torby do ręki, a ja zamknęłam drzwi.
Oddałam klucz do recepcji i udaliśmy się do busa. Ruszyliśmy w drogę do Krakowa. Usiadłam przed Johannem i Phillipem.  Założyłam słuchawki i włączyłam muzykę. Zaczęłam czytać książkę.
Droga na lotnisko była bardzo męcząca. Wytrzymać z Norwegami w jednym samochodzie to po prostu mistrzostwo.
Po odprawie na lotnisku weszliśmy do samolotu. Usiadłam między Johannem i Danielem, a na przeciwko Phillipha,  Kennetha i Fannemela.  Nie wiedziałam, że oni są takimi śpiochami. Za chwilę mieliśmy startować. Każda „kanapa „ dostała duży koc. Daniel od razu nas przykrył.  Lekko złapałam rękę Johanna. Nigdy nie latają, dlatego strasznie się bałam. Zauważyłam, że jego kąciki ust lekko drgają ku górze.
- Nie ma się czego bać. – Szepnął tak, aby nikt inny tego nie słyszał. Lekko pogładził kciukiem zewnętrzną cześć mojej dłoni. Drugą poklepał swoje ramię. Zawsze tak robił, gdy chciał, żebym położyła tam głowę. Zrobiłam to. Pilot własne wyjechał na pas startowy. Jeszcze mocniej ścisnęłam dłoń chłopaka.
- Proszę, nie puszczaj mnie już nigdy. – Powiedziałam tak, żeby tego nie usłyszał.
Praktycznie wszyscy już spali. Nawet trener! Wyciągnęłam swój telefon i napisałam do Piotrka, że lecimy do Oslo. Johann wyjął laptopa i włączył jakiś film . Jak się później dowiedziałam miał tytuł „ Love Rosie „. Właśnie doszliśmy do sceny, w której Alex- główny bohater wyjeżdżał.
- Nigdy Cię nie puszczę. Obiecuję. – Zaskoczyły mnie jego słowa. Byłem pewna, że tego nie słyszał. Spojrzałam w jego oczy. Widziałam w nich radość i... powagę. – Zaraz będziemy lądować. Nie bój się.
- Podchodzimy do lądowania. Proszę zapiąć pasy. – Po samolocie rozległ się głos pilota. Trochę mocniej ścisnęłam rękę Norwega. Nie wiem dlaczego się bałam. Przeżyłam wojnę z Voldemortem.
- Witamy w Oslo!  - Wydał się na Daniel. Chyba już głośniej nie mógł. Chyba kupie mu mózg na urodziny.
- Wszyscy tutaj są aż tak ułomni?  -  Spytałam patrząc z politowaniem na Tande. Jego blond włosy opadły na niebieskie oczy. Czasami wydawało mi się, że te kudły pochłaniają cały mózg, żeby mogły rosnąć.
Gdy już byliśmy w budynku odebraliśmy walizki. Jak się okazało Phillip miał swój samochód zostawiony na parkingu. Do bagażnika włożyliśmy bagaże i wsiedliśmy do czarnego BMW. W Oslo było ciepło, więc chłopaki otworzyli szyby. Puścili muzykę tak głośno, że słyszało nas chyba całe osiedle. Phi zaparkował pod średnio dużym domkiem. Mieszkali w dzielnicy Holmenkollen, całkiem niedaleko skoczni. Pewnie dlatego, że prawie zawsze przypominali sobie o treningach na ostatni moment.
Salon wyglądał tak:

A łazienka tak :

Musiałam przyznać, że chłopaki mieli gust.  Dziwiło mnie tylko dlaczego jesteśmy w Olso.
Na końcu zostałam zaprowadzona do pokoju, w którym miałam spać. Był to średni pokój z wyjściem na taras. Na środku stało łóżko, obok niego stolik oraz szafka nocna. Zostawiliśmy walizki i wróciliśmy do salonu.
- Macie coś do jedzenia?  - Byłam głodna więc spytałam. Zresztą była już pora obiadowa.
- Światło w lodówce. – Odpowiedział Daniel i zaczął rechorać.
Wyszliśmy do pobliskiego sklepu.  Gdy tylko wyszliśmy z domu zjawiło się kilka osób.  Jak się okazało byli to dziennikarze i fanki. Posypały się pytania dotyczące nowego sezonu.
- Jakie plany macie na następny sezon?  - Spytał mężczyzna w ciemnych włosach.  Chłopaki odpowiadali spokojnie, ale do pewnego momentu.
- Kim jest dla Ciebie ta dziewczyna. – Zapytali nagle Johanna.
- Przepraszamy, ale musimy już iść. Za kilka minut musimy być na treningu. – Wtrącił natychmiastowo Daniel. Najpierw popatrzył na Johanna, a potem porozumiewawczo na Phillipa. Złapał mnie za rękę i lekko pociągnął w stronę sklepu. Sjoen natychmiastowo pchnął Johanna w stronę drzwi.
Kupiliśmy chleb, warzywa na patelnię, masło, mleko, jakieś słodycze, coś na chleb i soki.  Uregulowaliśmy rachunek i wróciliśmy do domu.
- Idę spać, bo jestem zmęczona – poinformowałam ich. Od razu zasnęłam.

***
Szłam do kuchni po coś do jedzenia.
- Nie możesz się poddać. Musisz walczyć z chorobą. Musisz walczyć o nią. – Słyszałam szloch.- Cholera jasna!  Johann! – To Daniel krzyczał. Krzyczał prawdopodobnie na Johanna,  który płakał.
- Kurwa!  Tande ty naprawdę nic nie rozumiesz?!  I tak tego nie przeżyje! – Teraz Forfang krzyczał dusząc się łzami.
- Idę do łazienki. – Poinformował Tande. Poszłam do kuchni po kanapki. Słyszałam syrenę pochodzącą od karetki. Zatrzymała się przez naszym domem. Od razu wybiegłam. Spojrzałam w stronę ratowników.
Za mną wybiegł Daniel. Zaczęłam płakać gorzej niż małe dziecko. Johann leżał na trawie. Był nieprzytomny.
- Spokojnie. – Usłyszałam blondyna. Odwróciłam się w jego stronę. Również płakał. Po prostu się do niego przytuliłam.
- Dlaczego on to zrobił?  - Dławiłam się łzami.
- Musiał mieć operacje na serce. Szansa, że przeżyłby była jedna ma milion. Wiedział, że go kochasz. On też Cię kochał. Dlatego chciał zrobić to, co zrobił. Chciał zaoszczędzić ci bólu.


No i jest. Z lekkim opóźnieniem, ale jest. Co prawda nie jestem zadowolona z tego rozdziału. Jednak ocenę pozostawiam wam.

poniedziałek, 1 lutego 2016

Szymonek - POMAGAM

Na początku chciałabym prosić o przeczytanie tej notki do końca. 
https://www.youtube.com/watch?v=52L4ZHKJEfA

To jest Szymonek. Kiedy miał 7 miesięcy wykryto u niego złośliwego guza przy pniu mózgu, który został przez lekarzy zdiagnozowany jako potworniak niedojrzały. Tego rodzaju potworniak występuję tylko w 1 % przypadków w mózgu, także jest niezwykle rzadki. Szymonek został poddany operacji, dzięki której udało się wyciąć 60% guza, a resztę miała zwalczyć chemia. Niestety... chemia nie przyniosła żądanego efektu i guz ponownie się rozrósł. Lekarze w Polsce rozkładają ręce, ponieważ nie chcą eksperymentować na takim maluszku. Prawdopodobnie konieczny będzie wyjazd za granicę, aby ratować Szymonka. Na dzień dzisiejszy zbierane są różne opinie od lekarzy z całej Europy.
Szymonek za 2 miesiące kończy roczek, a w szpitalu spędził już tyle czasu, co nie jeden przez całe życie.
Zwracamy się do Was moi drodzy o pomoc. Proszę o przekazanie 1% swojego podatku - nr KRS 0000120305 z dopiskiem "Szymon Szczepański" oraz o wpłacanie darowizn na Stowarzyszenie Rodziców Dzieci Chorych na Białaczkę i inne Choroby Nowotworowe, PEKAO S.A. II o/Szczecin, nr konta 25 1240 3927 1111 0000 4100 0269 z dopiskiem "Szymon Szczepański".


poniedziałek, 25 stycznia 2016

Rozdział 11. Już moja świnia, którą trzymam w domu jest ładniejsza.


Hermiona
- Cześć Miona. To jest mój młodszy brat Domen.
- Cześć Peter. Jak miło zobaczyć was wszystkich razem. – Uśmiechnęłam się do niego. – Cześć,  jestem Hermiona – zwróciłam się do młodszego z braci i wyciągnęłam rękę na powitanie.
- Cześć, jestem Domen. – Uśmiechnął się i uścisnął moją dłoń.
Jeszcze chwilę z nimi porozmawiałam. Nie wiem czemu ludzie myślą, że Peter się nie uśmiecha. Ludzi powinno się poznać, żeby ich ocenić. Tak naprawdę Peter jest bardzo sympatycznym człowiekiem. W naszym gronie bardzo często żartuje.
Moje przemyślenia przerwał krzyk.
- Wspólne selfie na insta!  - Wydał się uzależniony od robienia zdjęć  Hilde.
Ustawiliśmy się.
- Ma ktoś selfie sticka do selfie sticka?  - Zapytał nagle.
- Hilde, ty to jednak jesteś głupi – odezwał się stojący obok mnie Johann.
- No bo nie mieścicie się w obiektywie. – Próbował się jakoś usprawiedliwić.
- Po prostu weźmy Mionę na ręce. W końcu to jej urodziny.  – Już po chwili leżałam na rękach Johanna, Stefana, Wellingera, Petera i Maćka Kota.
Hilde zrobił zdjęcie i już po chwili wszyscy dostali powiadomienia z instagrama. Każdy udostępnił to zdjęcie. Nawet ja.
- No to możemy zacząć się śmiać z komentarzy. Ja zaczynam czytać.
Cytuję: „ Niech ta pusta laska...
- Bez urazy. To psychofanki. Nie przejmuj się tym. – Szepnął mi na ucho Stefan.
-...  Odczepi się w końcu skoczków. Wszyscy wiedzą, że jest przy nich tylko dla sławy  Ps. Już moja świnia, którą mam w domu jest ładniejsza. Są normalne dziewczyny np. JA„ – Hilde skończył czytać.
Zaśmiałam się.
- Odpowiedzi: - zaczął Welli. – Johann Andre Forfang: pójdziesz na wizytę do lekarza czy mam Ci zafundować taksówkę? – Wszyscy zaczęli się śmiać.
- No co?  - Spytał autor komentarza – należało się.
- Odpowiedź  Krafta – czytał dalej Andi. – „ Johann może lepiej zamówimy przewodnika, bo się zgubi. „  Jesteś normalna i trzymasz świnię w domu? Może od razu koryto zamówimy? Trochę nas tu jest możemy się złożyć. Nie pozdrawiamy. Wszyscy. Współczujemy głupoty. „
- Nie rozumiem gdzie mieści się ta głupota. – Udawałam zamyśloną.
- No ja właśnie też nie. Ta dziewczyna ma za mały mózg.
- Stefan tu chodzi o was.  – Popatrzyłam na niego z współczuciem.
- Ejj! Pff foch!  - Johann, jak to on zawsze musi obrażać się o byle gówno. Wiedziałam, że czekało mnie trudne zadanie – musiałam go przeprosić.
Tom widząc panującą atmosferę postanowił działać.
-  Dzwonimy do zoo i udajemy zwierzęta!  - Wyjął swój telefon i zaczął stękać jak foka. Nie zwracałam na to uwagi.
- Johann – próbowałam z nim porozmawiać, ale na marne. – Zachowujesz się jak dziecko. – Wyszeptałam, wzięłam to, co miałam ubrane na skoczni i wyszłam. Udałam się w stronę parku i usiadłam na ławce. Dostałam wiadomość.
<Łap filmik, żeby się pośmiać. Za 3 minuty będę.  Michael.>
Weszłam w galerię i otworzyłam to, co wysłał mi Austriak. Trener opierniczał Hilde, a ten tłumaczył dlaczego z mojego pokoju dochodziły takie dźwięki.
Usta ułożyły mi się w lekki uśmiech chociaż wcale tego nie chciałam.
- Co się stało?
- Nic. – Odpowiedziałam. Hayböck usiadł koło mnie.
- Przecież widzę, że coś Ci jest. -  Nie dawał za wygraną. Dla świętego spokoju postanowiłam mu wszystko powiedzieć. Prędzej czy później i tak by to ze mnie wyciągnął.
- Johann. Obraża się o byle gówno, a ja po prostu go nie rozumiem. Jest mi przykro, że się obraża. Najlepiej rozmawiałabym z nim cały dzień. – Wyrzuciłam wszystko, co leżało mi na sercu.
- Czyżbyś się zakochała?- Spojrzał na mnie badawczym wzrokiem.
- Kocham ten jego zabójczy uśmiech i dziecinny charakter.
- Zauroczenie to kochanie za wygląd, miłość to kochanie za charakter. – Wyrecytował. – Chodź, bo się rozchorujesz. – Wstał i pociągnął mnie w stronę hotelu. Niechętnie podążyłam za nim. Musiałam przemyśleć kilka spraw.
- Wygonię ich, a ty na razie poczekaj u mnie. – Posłuchałam Michiego i weszłam do jego pokoju.
- Michi! Powiedz, że skończyli już tą beznadziejną zabawę. – Ktoś jednak był w pokoju.
- Nie jestem Michi, ale ta beznadziejna zabawa zaraz się skończy.
- O Miona. Sory, myślałem, że Michi ich uspokoił. – Odpowiedział trochę zmieszany. – Czemu wyszłaś tak szybko?
- O to samo mogę zapytać ciebie. – Nie chciałam mu mówić.
- Po prostu nie lubię jak ktoś się wydurnia z byle powodu. Oni są jacyś nienormalni.
- To już wiem. – To wszystko wydawało mi się jakieś dziwne.- Kto jeszcze poszedł?  - Nie wiem czemu mnie to ciekawiło.
- Ze mną poszedł Johann, Daniel, Phi, i Poppi. Niemcy, Polacy I Słoweńcy wyszli przede mną.   A co?
- Tak pytam, bo wtedy wiem, czy będę musiała wynajmować nowy pokój. – Położyłam się na łóżko blondyna. – Coś się stało?  Zawsze lubiłeś imprezować.
- Nie. To znaczy tak. Może chcesz gorącą czekoladę? Opowiem Ci wszystko. – Pokiwałam twierdząco głową. Już po chwili trzymałem w ręce kubek gorącej cieczy.  Odwróciłam się w stronę Austriaka, który położył się na swoim łóżku.-Od jakiegoś czasu moje skoki nie są takie jakbym chciał. Staram się znaleźć błąd, który popełniam, ale nie mam pojęcia co robię źle. Wszyscy ze sztabu ciągle mi mówią, że jest dobrze, ale ja wiem, że nie. – Upiłam łyk czekolady.- Nie wiem gdzie tkwi ten problem. – Westchnął. Podeszłam do niego.
- Twój problem tkwi tutaj. – Pokazałam na jego głowę. – Musisz przestać się tak przejmować. Przez to nie możesz się skupić. – Wyszedł na balkon.  Wzięłam jego kurtkę, koc i kubki i podążyłam za nim.
- Ładnie tu. Zawsze lubię tutaj przyjeżdżać. To miejsce jest w jakiś sposób magiczne. Czas płynie wolniej, a ludzie są inni. Na konkursach atmosfera jest magiczna. Nigdzie indziej nie ma takich kibiców. Oni potrafią wytrzymać w największym mrozie. Czuję się tu inaczej. Jak nie miałem formy przychodziła właśnie tutaj. – W między czasie założyłam mu kurtkę na plecy i podałam kubek. -  Tutaj skoczkowie zawsze się ze sobą dogadują. Często siedzimy w domkach innych reprezentacji, gramy albo po prostu rozmawiamy. Najczęściej siedzę
- Nie zgadnę – przerwałam mu. – U Norwegów i Polaków.
- Tak. Z nimi mamy najlepszy kontakt. – Patrzył w nieokreślony punkt gdzieś w oddali. Zapanowała cisza. On jej potrzebował. Musiał się zresetować, zapomnieć o tych nieudanych skokach.
- Ich nie da się ogarnąć. – Michael raczył przerwać tą piękna ciszę.
- Idź do Johanna i powiedz Danielowi, żeby poszedł ich wyłonić. Wiem, że on też chciał pogadać. -  Uśmiechnęłam się pokrzepiająco, poklepałam go po plecach.
- Chodź do środka. – Powiedziałam.
- Jeszcze chwilę tu posiedzę. Tutaj czas płynie wolniej. Mogę to wszystko przemyśleć.
Podeszłam do blondyna i oddałam mu koc.
- Dzięki, że chociaż próbowałeś.
- Nie ma za co. Większość z nich już śpi. Może lepiej zostaniesz u nas?
- Idę do Johanna, ale dziękuję za propozycję. – Pożegnałam się z nim.
Weszłam bez pukania. Na jednym łóżku leżał Johann z słuchawkami na uszach, czytający „ Papierowe Miasta „. Daniel siedział z nosem w telefonie.
- Danielku mój kochany. Wygonisz z mojego pokoju tych wszystkich downów.
- Hermionko moja niekochana już tam biegnę. – Posłał mi swój filmowy uśmiech i już go nie było. Johann zobaczył mnie dopiero, gdy Tandetny Tande trzasnął drzwiami.  Zdjął słuchawki i spojrzał na mnie.
- Co się dzieje. – Nie oczekiwałam od niego odpowiedzi, ale miałam nadzieję, że odpowie. Nigdy nie mówił otwarcie o swoich problemach.
- Siadaj. – Pokazał na łóżko i posunął się tak, żeby było dla mnie miejsce.- Nie wiem, co się dzieje. Szukam siebie i nie mogę znaleźć. Gdzie jest ten dzieciak, który miał w sobie wiarę?  Gdzie jest uśmiech, który pokrzepiał innych? I gdzie jest charakter, który zawsze był silny? – Pojedyncza łza poleciała po jego policzku. Otarłam ją.
- Johann – wzięłam głęboki oddech. –  Każdy ma wzloty i upadki w swoim życiu. Jesteś silny. Musisz się podnieść z tego dołka. – Popatrzył na mnie i lekko się uśmiechnął. Sięgnęłam do kieszeni kurtki i wyjęłam z niej foliowe opakowanie. – Może coś na poprawę humoru? – Potrząsnęłam paczką żelków.
- Ty zawsze wiesz jak poprawić mu nastrój. – Przytulił mnie do siebie i oparł głowę na mojej głowie. Wyczuwałam, że o czymś myśli, ale to nie było w tej chwili ważne.
- A tak w ogóle to mogę tu dzisiaj spać?   Coś czuję, że nawet Daniel niedawno rady ich wygonić.
– Jasne. – Powiedział, a ja ziewnęłam. – Ojj ktoś tu jest zmęczony. – Zaśmiał się cicho.
- Dziwisz się?  Jest prawie trzecia nad ranem. – Znowu ziewnęłam.
- Idź spać, bo jeszcze mi tu padniesz, a ja bez mojej najlepszej przyjaciółki nie przeżyję. Położyłam się na łóżku Daniela i momentalnie zasnęłam.


No to mamy jednastkę. Chciałbym, że wszyscy, którzy to przeczytają zostawili komentarz. Chcę widzieć ile was jest.
Do napisania.